sobota, 10 listopada 2018

[...] kocha albo nienawidzi.

Kontekst tych trzech słów z tytułu jest dość szeroki. Z pewności można go odnieść do całej sytuacji do kierunku. Trzeba być zero jedynkowym, nie ma uczuć pomiędzy. Kolejny to słowa jednej z magistrów nas uczących... dotyczące jej samej. Nie będę się wgłębiać w szczegóły, ani ujawniać kto jest kim. Sama też pragnę pozostać anonimowa tak długo, jak to będzie możliwe.
Pani, którą właśnie wspomniałam z pewnością będzie postacią dość trudną przez cały okres studiów. Wiemy o tym wszyscy. Mam pewne obawy, ale ten tydzień pozwolił mi spojrzeć na wszystko z pewnej perspektywy.
Widziałam już podczas tego miesiąca (nieco ponad) już wiele. Płacz, wściekłość, radość malowane na twarzach innych. Najważniejsze są emocje, prawda?
Nie.
Studia dla niektórych są ucieczką od domu, próbą rozpoczęcia czegoś własnego, swojego. Czegoś, co nigdy nie zostanie odebrane, bo to właśnie zbitka doświadczenia.
W tym miesiącu czeka mnie zaliczenie z biochemii, kolokwium z anatomii, możliwe że przytrafi się coś z angielskiego. Biofizyka. Czyli same kolosy. Do tego praktyki w szkole, zaliczenia na podstawy pielęgniarstwa i kolokwia.
Ciężko jest znaleźć na wszystko czas. Ciężko jest się wyspać, kiedy wraca się późno do domu. Prawdą jedynie jest to, że czas po prostu zapierdziela. Nie ma czasu żeby odetchnąć i właśnie tak dzień zamienia się w tydzień, a on w miesiąc. Hej! Do świąt zostały czterdzieści cztery dni. To bardzo mało i się cieszę, chociaż wiem, że będę się uczyła na kolejne kolokwium z anatomii i na egzamin. No cóż, taka sesja ciągła jest. Chociaż nie wyobrażam sobie zaliczyć to wszystko w dwa tygodnie, gdyby to wszystko miało odbyć się jedynie w czasie sesji zimowej lub letniej.
Jeżeli ktoś to czyta, to niech napisze, co by wolał? Sesję ciągłą czy właśnie zimową/letnią?
Pozdrawiam Was, moi poszukujący i życzę dużo zdrowia w tym zdradliwym okresie.

niedziela, 4 listopada 2018

Czyli ile jest tych zajęć, tak właściwie?

Hej, hej. Muszę przyznać, że ten długi weekend mnie rozleniwił, że najchętniej nie szłabym jutro na zajęcia. Ale mus jest, w końcu na angielskim trzeba być.
Zgodnie z moją obietnicą chcę Wam opowiedzieć, jakie zajęcia są na pierwszym semestrze pielęgniarstwa na UMP.
W ciągu pierwszego semestru mamy:

  • anatomię
  • pedagogikę
  • psychologię
  • socjologię
  • dietetykę
  • historię pielęgniarstwa
  • biofizykę
  • biochemię
  • genetykę
  • zdrowie publiczne
  • angielski
  • podstawy pielęgniarstwa
  • wprowadzenie do pielęgniarstwa
  • podstawową opiekę zdrowotną
  • filozofię i etykę zawodu
Ostatnie pięć zajęć ciągnie się przez cały rok. Ogólnie jak widać jest piętnaście zajęć na semestr. Jak na tę porę mogę powiedzieć, że największe wyzwanie stanowi anatomia, biofizyka i biochemia. Reszta jest całkiem przyjemna. 

Na wykładach z anatomii zostaje nam przekazana podstawowa wiedza, czysta teoria, którą należy przyswoić, a przynajmniej powinno tak być, przed ćwiczeniami z anatomii. Na ćwiczeniach natomiast możemy wszystko zobaczyć na preparatach, co jest mega ciekawe. Mamy dwa kolokwia + egzamin na koniec zajęć.

Pedagogika jest prowadzona tak samo czyli wykłady+ćwiczenia. Stosunkowo nudny przedmiot, ale naprawdę mili prowadzący. Psychologia tak samo, zawsze można liczyć na coś szalonego :)
Socjologii jeszcze nie zaczęliśmy, natomiast dietetyka nie jest porywająca. Da się przesiedzieć.

Historię i wprowadzenie zaczniemy dopiero za parę tygodni, natomiast duet biofizyka i biochemia to dzikość. O ile biochemia jest cudowna i jednocześnie trochę skomplikowana do nauczenia, to biofizyka jest dla mnie dużym wyzwaniem. Nie dajcie się zmylić tym bio przed fizyką. To nadal fizyka xD
Genetyka na razie jest powtórką z liceum z minimalnym rozszerzeniem, więc też jest całkiem okej. Musimy robić prezentacje.
Zdrowie publiczne jest dla nas wszystkich jedną, wielką zagadką, która ma więcej punktów ECTS niż anatomia, co jest bardzo dziwne. W gruncie rzeczy wszyscy na tych zajęciach robią wszystko, byle tylko nie skupiać się na tym, co się dzieje. Ciekawi mnie co wszyscy zrobimy, gdy nadejdzie zaliczenie, haha.
Angielski jest taki sam jak w liceum, poza tym, że skupia się na terminologii, którą będziemy się posługiwać w naszym zawodzie. Mamy coś takiego jak kartkówki, ale nie jest źle, projekty, dwa kolokwia na sam koniec semestrów.
Podstawowa opieka jest bardzo fajna. Pani, która to prowadzi jest bardzo miła. Dużo mówi o pracy pielęgniarki w POZ i jest to mega interesujące. Natomiast na podstawach pielęgniarstwa uczymy się wszystkiego od mycia rąk i ścielenia łóżka do wkłuć, ale to dopiero w drugim semestrze.
Filozofia... O niej nic nie powiem, bo to jest na razie jedna wielka pomyłka, haha, bardzo rozwijające, gdyby nie to, że jest tak późno w środy.

Po miesiącu nauki na uniwersytecie powiem wam tyle, że listopad będzie chyba najgorszym miesiącem. Teraz zejdzie się parę zaliczeń, kolokwiów, nie będzie przyjemnie, ale da się przez to przebrnąć. W końcu tyle setek absolwentów to przeszło, więc czemu mnie oraz moim znajomym miałoby się nie udać?
Pozdrawiam Was serdecznie i trzymajcie się cieplutko, ponieważ zbliża się zima :)

niedziela, 28 października 2018

Jest parę rzeczy...

Jest parę rzeczy, które cieszą każdego. Jedną z nich są zbliżające się dni wolne. Któż by się nie cieszył? No właśnie. Wszyscy się cieszą. Plany mam, wiem, co zrobię, nadrobię to, czego nie mogłam, pouczę się. Najbliższe wolne będę mieć dopiero na święta, także trzeba łapać, co jest.
Ostatni tydzień był męczący, nie dość, że pogoda dała w kość i to solidnie, to dodatkowo wszyscy się jakby zmówili, żeby pozadawać mnóstwo projektów, prezentacji, referatów. 
Pierwsze kolokwium zaliczone na 5, więc cieszę się potężnie. Gorzej z jednym zaliczeniem, do którego muszę podejść drugi raz, ale wiem, że teraz dam radę.
Wiemy już gdzie mamy pierwsze praktyki w szkole. Cieszę się bardzo, ponieważ trafiło mi się najbliżej domu. Godziny praktyk nie są najlepsze, ale trzeba będzie dać radę. Z tego, co mówiła nam pani magister, to będziemy zajmować się bilansami, robić pogadanki na temat zdrowia. Jednym słowem wszystko i nic. I tak przez 5 tygodni w czwartki. Mogło być gorzej, ale też i lepiej.
Słowo "wyspanie się" zaczyna być powoli czymś egzotycznym, ale to przygotuje nas do przyszłej pracy. Zobaczymy, jak będzie dalej.
Materiał z anatomii zaczyna być coraz większy, ale powoli coś zaczyna się klarować. Jestem pełna nadziei i to mnie ratuje, hehe. Odliczam czas do świąt <3 I do Sylwestra oczywiście.
Tymczasem cieszę się bardzo, ponieważ wolne przyjdzie wcześniej ze względu na godziny rektorskie w środę. Dla osób nie rozumiejących, o co chodzi, przychodzę z tłumaczeniem.
Godziny rektorskie to godziny wolne od zajęć, wprowadzone na wszystkich kierunkach. Tak samo jest też z dniami rektorskimi. Inaczej jest z godzinami dziekańskimi. Te są tylko dla wybranych kierunków.
Poszukiwacze, w następnym poście postaram się nakreślić przedmioty na pierwszym roku, z pierwszego semestru. Może was to zainteresuje. Do przyszłego tygodnia :D

sobota, 20 października 2018

Tysiące twarzy, setki miraży...

Witam was wszystkich! To był szalony tydzień i dobrze, że dobiega końca. Nie mogę się doczekać 1 listopada. Aż cztery dni wolnego! Porządnie się wyśpię.
Ten tydzień zleciał pod znakiem zaliczenia na praktykach pielęgniarskich. Każdy tym żył. W środę wszyscy na wykładach siedzieliśmy w materiałach dotyczących kąpieli noworodka. No cóż wyszło jak wyszło, wiem że muszę popracować nad chwytami, ale zaliczone na ocenę pozytywną i to się liczy! Parę osób dostało jedynki, dlatego że odwróciło się od dziecka. To uczciwa sytuacja, ponieważ jest to najważniejsza rzecz, o której trzeba pamiętać.
Podzielono nas już na angielski. Oczywiście z moim szczęściem trafiłam do grupy, która ma godziny po południowe, a nie przed południem. Mając pięćdziesiąt procent szans i tak się nie udało. Przez to muszę dość długo czekać na angielski, ale będę wracać do domu na ten czas i może będę go jakoś pożytecznie spędzała, haha.
Jednak nie to wszystko jest sensem całego tego postu. Chodzi tutaj o coś innego.
Spośród ponad setki nowych znajomych, znam na razie tylko tych mi najbliższych - mojej grupy. Mimo tego i tak widzę ich twarze. Emocje, które się na nich rysują. Zmęczenie, stres, rozczarowanie. Dla niektórych to nie jest to, o czym myśleli, że będzie. Nie wiedzieli, w co się pakują.
Ale nigdy nie będziemy pewni. Sądzę, że na każdym kierunku studiów przychodzi moment krytyczny, kiedy zadajemy sobie pytanie, czy to aby na pewno jest to, czego chcemy od życia.
Ja wiem teraz tylko jedno. Że czeka mnie wiele ciężkich chwil, że będę potrzebowała dużo samozaparcia i wiary w siebie, szczególnie wtedy, gdy nadejdą pierwsze egzaminy. A w przyszłości... Przyszłość wydaje się niepewna, ciągle drżąca na wietrze, zbyt trudna do zaplanowania.

sobota, 13 października 2018

Czas wolny studenta pielęgniarstwa...

Tytuł tego posta brzmi co najmniej egzotycznie i niestety tylko trochę przesadzam.
Nie wiem na ile jesteście świadomi planów zajęć i siatki godzinowej studiów pielęgniarskich pierwszego stopnia, ale górna granica dla liczny godzin zajęć i praktyk to 4720 godzin. Dla porównania siatka godzin dla wydziału lekarskiego wynosi około 5700. Niby to różnica tysiąca godzin, ale jakby pomyśleć o tym w ten sposób, że lekarski ma na tę liczbę godzin lat sześć, a pielęgniarski trzy, to dopiero potem nadchodzi olśnienie.
Ale nie ma co. Na razie mój plan do połowy listopada pozwala mi na wrócenie do domu przed 17 aż w jeden dzień.
Ale wracając do tematu, jak to w końcu jest z tym czasem wolnym?
Z pewnością na pierwszym roku jest trudno i nie ma co do tego wątpliwości, ale naprawdę ktoś dobrze zorganizowany może mieć czas nawet na pracę i odrobinę rozrywki. Na wszystko znajdzie się odpowiednia dawka czasu. Trzeba po prostu się dobrze zorganizować i wiedzieć, na co można sobie pozwolić. Czasami trzeba zacisnąć zęby i po prostu dalej się starać dążyć do ustalonych celów, które są wspaniałą motywacją do działania.
No i grunt to powtarzać sobie, że da się radę. Patrząc po koleżankach z roku, widzę, że wszystkie się boimy tego, co przyniesie jutro. Wiem też, że niektórzy już wiedzą, że to nie dla nich. Pierwszy rok zweryfikuje wszystko. 
Zaliczenia się zbliżają, pierwsze kolokwium i referat. A czas leci, jak z bicza strzelił.
Ps. Higieniczne mycie rąk wchodzi szybko w krew :D

piątek, 5 października 2018

Pierwszy tydzień - strach się bać?

W poniedziałek wstałam z przeświadczeniem, że będzie tragicznie. Profilaktycznie włożyłam do torebki dwa kasztany na szczęście, ale no cóż, kwestia tego, czy to mi pomogło, jest dla mnie sporna.
Uświadamiam przyszłe roczniki, które zamierzają iść na Uniwersytet Medyczny w Poznaniu i wiążą swoją najbliższą przyszłość z WNOZ-em. Pójście do dziekanatu z samego rana, z myślą, że wtedy będzie najmniej ludzi, to błąd. Potężny. Doświadczyłam tego na własnej skórze, ponieważ kolejki były boskie. Zielony plastikowy prostokącik, zwany legitymacją stał się mój i wszystkie zniżki studencie na mnie czekają. Dodatkowy protip: znajomości zawarte w kolejkach do dziekanatu to świetny początek. Gorzej z tym, że później i tak nikogo nie rozpoznasz :D Za dużo ludzi...
We wtorek z mocniej bijącym sercem - zajęcia. Pierwsze, ponieważ w poniedziałek nie miałam ich w planie. Prowadząca seminaria z podstaw pielęgniarstwa jest genialna. Dzięki jej barwnym skojarzeniom bardzo łatwo zapamiętać, co się dzieje. Byłam pełna nadziei, że kolejni wykładowcy będą tacy sami, chociaż oczywiście łatwo o wyjątki. Załatwiłam przy okazji kopię szczepień, które trzeba zanieść do końca października, bo wychodzę z założenia, że co z głowy to z serca.
Środa była dniem męczącym. Po nim zastanawiałam się, co ja właściwie robię do 20:30 :) Same wykłady, niektóre bardziej obowiązkowe od drugich, ale ogólnie całkiem mili wykładowcy. Jakoś to zleciało, chociaż sens istnienia został podważony.
W czwartek natomiast odbyły się pierwsze ćwiczenia z podstaw pielęgniarstwa. Jeżeli uważacie, że ścielenie łóżek lub mycie niemowlęcia jest proste, to zmienicie zdanie :) Ogólnie dzień chyba był nawet przyjemny. W następnym tygodniu będą już pierwsze zaliczenia, także dziko jednym słowem.
Piątek - dzisiaj, kolejny dzień z wykładami. Dietetyka, biochemia. Ogólnie to niezbyt fajnie, bo o ile dietetykę dałoby się przeżyć, gdyby nie zbyt szybkie przewijanie slajdów, to biochemia... No cóż, tu trzeba po prostu zaopatrzyć się w Pasternaka. Wtedy na pewno będzie dobrze.
No i na sam koniec tygodnia ćwiczenia z anatomii. Ogólnie to bardzo się stresowałam, bo nie czułam się dobrze przygotowana. Atlas dopiero mam w drodze, ale nie był potrzebny na pierwszy dzień, ale fartuch już tak.
Zajęcia o tyle specyficzne, że prowadzący bardzo cicho mówił, że był problem z dosłyszeniem pewnych rzeczy.
Wychodząc z anatomii i idąc na tramwaj usłyszałam, jak jedna kobieta mówiła do drugiej: "Nie wiem, kto może iść teraz na pielęgniarstwo?" No cóż, nie wiem. Może dlatego, że chcemy. Ja sama miałam w tym tygodniu chwile załamania, a to dopiero pierwszy tydzień... Muszę się przyzwyczaić i wyrobić w sobie nawyki i będzie dobrze... A przynajmniej tak sobie mówię. Na pewno jakoś damy radę, ale na pewno nie będzie łatwo. Nie z anatomią, biochemią i biofizyką. A co przyniesie kolejny semestr, to zobaczymy.
Trzymajcie się, Poszukiwacze <3
Do przeczytania za tydzień.

sobota, 29 września 2018

Dzień integracyjny

Pierwsze, co mogę napisać to fakt, że jestem niewyspana, ale powinnam się do tego przyzwyczaić. 
Dzisiaj odbył się dzień integracyjny dla pierwszaków. Szczerze powiedziawszy, zmierzałam na niego z pewnymi obawami, gdyż jest to po prostu chaos i totalne niezorganizowanie.
Zostałam mile zaskoczona, chociaż sądzę, że można było pewnym rzeczom zaradzić i zrobić je całkowicie inaczej.
No cóż, nie mogę powiedzieć, że zawarłam jakąś znajomość, jednak zamieniłam parę słów, a wszystko okaże się w poniedziałek i w ciągu najbliższych kilku tygodni.
Dowiedziałam się o paru ważnych rzeczach dla mnie, jak i dla innych. Od starościny roku wyżej usłyszeliśmy, że pierwszy semestr jest nudny, ale drugi jest za to ciekawszy.
Mnie osobiście nie pocieszył fakt, że na drugim roku ze stu pięćdziesięciu osób zrobiło się zaledwie sto piętnaście. Fakt, że na pierwszym roku nie można wziąć warunku to jedno, ale to ile osób zrezygnowało z powodu, że to nie jest kierunek dla nich. Kto wie? Może będę jedną z takich osób?
Z pozytywnych akcentów ciężko jest nie zdać pierwszego roku :)
Na plus muszę powiedzieć, że osoby spoza Poznania miały świetną okazję do zwiedzenie kampusu UMP, o ile załapały się na zapisy. Sam kampus nie jest zły, ma dość dobre rozmieszczenie, więc nie ma na co narzekać, gdy mieszka się w akademiku. 
Z tego, co na razie mogę powiedzieć o pielęgniarstwie, jest niewiele. Kupiłam fartuch na anatomię, który musi posiadać długi rękaw, mam bluzę i spodnie medyczne na podstawy pielęgniarstwa. Mam parę zeszytów, jeden skorozeszyt i parę teczek na luźne kartki. Zobaczę jeszcze jaka metoda notowania będzie dla mnie najbardziej wydajna. 
Pora się przygotować mentalnie na pierwsze wykłady, ponieważ już niedługo zajęcia.
Plan na mój rok wydaje się normalny jak na pielęgniarstwo. W pierwszym semestrze moja grupa ma jeden dzień od 9:30 do 20:30, a już w drugim takich dni są dwa. Z pewnością muszę zainwestować w dobry lunch box albo znaleźć dobrą miejscówkę z jedzeniem. 
Trzymajcie się Poszukiwacze. Do najbliższej soboty :)